doucement blog

Twój nowy blog

z wakacji z moja siostrą. miałam tam przytyc obiecywałam rodzicom i nawet wydawało mi sie ze tyje ale schudłam. codziennie widziałam sie w bikini, wiedziałam że jestem chuda a mimo to chciałam byc bardziej. wróciłam, matka zobaczyła moją rękę i się przeraziła. po rozmowie z rodzicami powiedziano mi że albo idę do szpitala albo jem pod ich kontrolą, wybrałam to 2 i teraz tyje uwięziona w tym domu, wrzeszcze na rodzicow, nie czuje się głodna wiec nic nie jest smaczne.czuje tylko ten pękający brzuch. a moje BMI juz doszło do 14,0 :( ryczę i mam doła. musze przytyc jescze jakies 5-6 kg zeby móc mieszkać sama… no,albo szpital. chce się obudzić kiedy to tycie się skończy

nie widzę ze jest źle.chyba juz wyglądam normalnie?
leże wieczorem i czuje kości.wszystkie zebra. w razie czego moge sie upewnic ze nie utyłam sprawdzajac czy mogę objąć rękę.mogę. wk azdym miejscu. potem nie moge spać.bo jestem głodna. ale przeciez nie zjem bo wtedy tez bym nie usnęła. i tylko licze godziny. i kalorie ktore zjem na sniadanie

7 komentarzy

dostałam się na studia w 2 etapie.
i dziwnie sie czuje, przez ten stan depresyjny nie potrafiłam się z tego ucieszyc. myslałam że u psychologa się wyżale, ale jak zwykkle prawie nic nie zdazylam powiedziec. ta terapia to po prostu realizacja rzeczy ktore moglyby mnie uszczęśliwić. mam dosyć, nie mogę nikomu powiedzieć całej prawdy. wszystkim kłamie z wagą z tym że jem, że nie wymiotuje. z przyklejonym uśmiechem udaję osobę zadowoloną z życia, zakladam luzne ciuchy kiedy spotykam sie z rodziną. chociaz chyba wogole zaczne nosic takie ciuchy bo sie ludzie na mnie na ulicy gapia-pewnie przez to ze blada jestem.
jedyna osoba która mnie rozumie to moja siostra, szkoda ze jeszcze bardziej chora ode mnie.. :(
mimo to mi pomaga, napisala mi diete na pare dni, zebym tyle o tym jedzeniu nie myslala
chciałabym wyjechać z nią na wakacje, nad morze.jak juz wyjdzie ze szpitala.tylko chcialabym tam troche wyzdrowiec, a nie nakrecać się. ide do cholery na studia a tam nie moge być słaba.
źle mi na tym świecie :(

wrocilam z openera- 1 kg mniej. wreszcie czułam sie troszke lepiej, byłam z ludzmi, dobrze sie bawiłam. tylko mysli o tym czy cos zjesc troche za duzo czasu pochłaniały..

przygotowalam sie juz psychicznie- nie dostane sie na wymarzone studia.nie wiem co dalej. świat się wali, siostra chce sie zabić, nie wiem co z wakacjami.
jestem nieuczciwa-waga u psych 3 miesiac taka sama, tylko ze to woda i jabłka, tak naprawde jest juz prawie 3 kg mniej..juz nauczylam sie nie czuc kiedy kłamie.
udało sie zdusic w sobie pragnienie wyzdrowienia, to tylko myśl, trwa chwilę.
jestem nikim.nie mam pomysłu kim mam byc.
i serce mi pęka gdy widze ten smutek i ból na twarzach rodziców, to zmęczenie i rozpacz na twarzy siostry. nie wiem czy jestem w stanie cokolwiek zmienic, boje sie ze raczej wszystko niszczę.

juz niedługo.koniec stresu, bedzie po egzaminie, bez wyrzutow schudne. bo teraz wariuje, nie jem długo az w koncu sie zmuszam a potem nienawidze siebie, a potem kibel. rozpisalam sobie plan na caly tydzien zebym przynajmniej miala wrazenie panowania nad sytuacją…
pamietam ze kiedys nienawidzilam tego,ze tyle mysle o jedzeniu.myslalam ze wlasnie to myslenie powoduje ze jestem gruba mimo ze chudlam.a teraz? boje sie przestac o tym myslec, to jak utrata kontroli. najgorsze jest to, ze potrafie krytykowac moja siostre za to, co tak naprawde i mnie dotyczy,…dzisiaj zamiast ja pocieszyc stwierdzilam ze moglaby czegos w zyciu sprobowac oprocz chudnięcia i szpitala.bo taka prawda.ona w to wszystko ucieka. potrafie widziec w mojej siostrze chorą, zloscic sie gdy sie poddaje, pocieszac gdy nie ma juz sił. i wiem ze jestem taka sama.wiem.ale to nie dociera do mnie..
nic juz nie dociera.wszystko wiem-powinnam sie czyms zajac, sprobowac nowych rzeczy,wyjsc do ludzi,przytyc. ale jestem juz zmeczona tym probowaniem. tylko jeszcze czasem próbuję uwierzyć że tego dnia poczuje choć przez chwilę radość..i czasem tak jest.

ostatnio na terapi zadano to pytanie. ‚czy boimy się śmierci?’
i teraz sobie uswiadomilam, ze kiedys sie nie balam. myslalam, ze bedac taka gruba to smieszne pytanie..
ale ostatnio boje sie, naprawde. mimo ze jakas czesc mnie ma ochote to wyśmiać- ‚przy takim wygladzie? blagam powinnas miec mnostwo sily na spalenie tego tluszczu..’. ale to nie o to chodzi, im dluzej jest sie chorym tym wiecej konsekwencji. rok temu mialam sile biegac, nic nie jesc, uczyc sie. dzisiaj bola mnie plecy, kosci i nie moge oddychac.nie wspominajac juz o przeczytaniu w spokoju ksiazki.i mam juz dosc, chce skonczyc z tym chudnieciem.nie wygladam dobrze, nie mam siły zeby postarac sie o jakikolwiek wygląd.nie jestem perfekcyjna, jak sobie wymarzyłam.jestem psychiczna i chora.i ciagle mi sie wydaje ze jestem za gruba..

powinnam częściej pisać, bo tek nie wiem od czego zacząć.
od tego że czuje sie coraz gorzej? że prawie nic nie robię?
byłam u siostry, w szpitalu. i prawie pół dnia tam spędziłam, tak za nią tęsknie.
mimo że nienawidze tego miejsca, że zawsze się tam czuje gruba nie potrafiłam jej zostawić, prawie nie gadałyśmy, tylko pocieszałam ją i mówiłam że niedługo wyjdzie. nie wiem czemu ona musi tam znowu byc, czemu tak szybko sie poddaje..tak szybko chudnie.
nie to co ja. powoli, ostrożnie tak żeby nikt nie zauważył.
ostatnio wszystko mnie boli, czuje kosci mimo ze jeszcze warstwa tłuszczu została.
wreszcie czuje je na plecach, tam na dole.tylko bolą..a może to nerki?
rozmawiałam z nauczycielami po zakonczeniu o mnie i o siostrze, oni tez mowili zebym na siebie uważała.
‚spokojnie, ze mna jest ok, ja musze isc na studia, nie poddam sie’. jedno wielkie kłamstwo, z tym ze jest ok.
od dzis zaczynam kurs rysunku..i juz mi sie chce płakać, bo pewnie nie dam rady przychodzic na lekcje. ale musze, musze cos ze soba zrobic, cos zmienic bo inaczej nigdy nic nie zmienie, zamkne sie w sobie, nie zdam na studia. nie chce ciagle nie istniec…tylko że boje sie cokolwiek zmieniac.

.

6 komentarzy

Tak, dawno nie pisałam, bo tego jest za duzo..
juz po maturze. nie było się czego bać tylko panikowalam bo przeciez przed tym nie dało się uciec, na nikogo zrzucic winy..
najgorsze 2 tygodnie mojego zycia-jadłam i ryczałam, w głowie miałam tylko ‚boje sie,nie chce, nie nadaje sie’.
a mimo to waga spadała, tłumaczyc sie musiałam wszystkim że to stres, nie schodzilam na posilki tylko jadlam w tym cholernym pokoju jak w jakies twierdzy głupie słodycze bo nie rozpychaja zołądka i dają energii (i tuczą).
a teraz mieszkam sama.kłamie że moja waga jest ok, tylko troche nizsza i ze moge sama sobie ze wszystkim poradzic.wole byc sama nie widziec tych smutnych twarzy moich bliskich, dla ktorych nawet obiadu nie potrafie razem zjeść..wolę cisze samotnosc i kontrolę.mimo że się boję, mimo ze to mieszkanie jest zimne..przeciez wszystko zalezy ode mnie?

ale tez walcze o to zebym sie nie bała tyle, nie bała się ludzi, samodzielnosci.najgorsze jest to ze uparcie wierzę ze wszystkie moje problemy potrafię rozwiazac,ale bedac chuda, z ta waga jaka mam. i tak jestem tłusta, i tak jakbym przytyla mialabym doła.
wierze ze moge duzo zmienic, ale z choroba nie wygram.juz probowałam.

beznadzieja.

2 komentarzy

nic i nikt nie moze pomóc ;(
koncze szkołę znów lecac w dół..matury raczej dobrze nie napisze.
ostatnio całe moje życie składa się z rzeczy których ‚nie chce’ ale ‚potrzebuje’.
waham sie miedzy zdrowiem a choroba, zgadnijcie co wygrywa..
chodzbym nie wiem jak sie starała i tak mi nie wychodzi, nie mam celu w zyciu, nie radze sobie z nim.
a waga spada, bmi < 15. beznadzieja.

bylo dobrze..w kazdym razie lepiej..
dlaczego nie potrafie do niczego się przyłożyć?
zawsze po tygodniu moje plany się walą.
bylo regularne jedzenie a od 2 dni czuje jakis stres i niepokoj- i są napady.
czuje sie jak szmata.mam mature za miesiac a w głowie mam sieczkę…
chyba bede sie uczyc i starac jesc, po maturze bede miala czas.
zobaczymy.
narazie dno-waga nie spada od paru dni.
48,8


  • RSS